05 paĽdziernika, 2008

Dom do góry nogami czyli patriotyzm za osiem złotych

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 18:45
          Mówili mi znajomi, że ludziska walą tam ze wszystkich stron, że cierpliwie stoją w kilometrowych kolejkach, że zachwycają się niebywałością i...
          Ale od początku. Jest sobie na Kaszubach wieś Szymbark, której historia sięga czasów, gdy to starosta Wejher w 1610 roku sprowadził tu kolonistów niemieckich. Aż do końca II wojny światowej większość jej mieszkańców stanowili Niemcy. Wieś była cicha i spokojna aż do 1944 roku. Wtedy to bowiem, w odwecie za zastrzelenie niemieckiego sklepikarza z Szymbarku  naziści zabili w szymbarskim lesie dziesięciu Polaków z okolicznych wsi, złapanych na polu przy pracy.

las-w-szymbarku.jpg

          Po wojnie, już za moich młodzieńczych czasów, do Szymbarku jeździło się latem na piwo, a zimą na kulig. Aż tu nagle, kilka lat temu, pracowity i pomysłowy Kaszuba Czapiewski założył w Szymbarku firmę budującą drewniane domy. Firma jak firma, domy jak domy, ale ten Kaszuba to ho, ho - tęga głowa. By zwrócić uwagę na siebie i swoją firmę  wymyślił, że będzie właścicielem najdłuższej deski na świecie. Przerżnął drzewo w obecności kamer TVP i miał taką darmową reklamę o jakiej tylko marzyć. To jest siła pomysłu! Wieść o desce poszła w lud, a lud dalejże wsiadać w co się da i pchać się do deski. Nie wiem jak szedł Czapiewskiemu interes z domami, ale ten z deską szedł znakomicie, bo przy desce smażyły się kiełbaski i obficie lało piwko. Czapiewski po owocnym sezonie z deską wymyślił dom stojący do góry nogami. I to dopiero było to!!!

postawione-na-glowie-w-szymbarku.jpg

          Gdyby obok deski i domu do góry nogami, obok trzech, czy czterech restauracji i barów, upchanych na tym małym terenie, obok stoisk z biżuterią i goframi, obok całego tego kiepskiego centrum handlowego, obok budowanego hotelu i zjeżdżalni dla dzieci... - więc gdyby obok tego wszystkiego postawił Czapiewski jeszcze wiatrak i zamek czarownicy, czy domek Gargamela, to wszystko byłoby w porządku i niech mu się w tym kaszubskim disneylandzie wiedzie się jak najlepiej.  Czapiewski jednak zapragnął rozciągnąć sezon na cały rok, tak by zarobić na szkołach. Zamiast domku Gerdy i Kaja postawił obok deski lokomotywę zabraną z muzeum kolejnictwa w Kościerzynie, którą przemalował na ruską. Do lokomotywy dostawił wagony z epoki i budzącą grozę wieżę wartowniczą, a wszystko po to, by unaocznić gehennę Sybiraków.

pociag-na-sybir-w-szymbarku.jpg

          Oprócz pociągu postawił prawdziwy dom z Syberii i barak, w którym Sowieci przetrzymywali 144 Polaków.  
Do smaku, zapachu i widoku kiełbasek na gorąco dodał Czapiewski zdjęcia wygłodzonych dzieci i opisy koszmarnych przeżyć tych, którzy zsyłkę przeżyli. Zaraz za deską i barakiem postawiono stary, kaszubski kościółek, niedaleko którego, za 12 złotych w specjalnym baseniku można połowić sobie rybki, a złowione grillować.  Basenik stoi kilka metrów od wystawy domków, które można sobie w firmie zamówić, od pomnika pomordowanych i baru w bunkrze, który to bunkier ma chyba upamiętniać trud wojenny Gryfa Pomorskiego. Trochę dalej stoi kucyk, na którym leniwe maluchy mogą tę naszą całą tragedię narodową: Kołymę, Sybir, wojnę oraz restauracje, bary i smażalnie przelecieć galopem.

wieza-sowiecka-w-szymbarku-i-pociag.jpg

          Nie dowiedziałem się ilu Kaszubów wywieziono na Sybir. Być może byłem nieuważny. Setki? Tysiące? Dziesiątki tysięcy? Nieważne. Nawet gdyby tylko jednego, to i tak warto pamiętać o jego niedoli. Nie wiem, ilu Kaszubów zginęło w obozach hitlerowskich. Z pewnością setki, jak nie tysiące, ale choćby tylko jeden, to i tak warto o nim pamiętać. Wiem, że Gryf Pomorski był organizacją zasłużoną w walce z hitlerowskimi Niemcami, ale jak na ilość mieszkańców Pomorza i Kaszub, nieliczną. Nie w liczebności jednak jej zasługi, lecz w poświęceniu, odwadze i w idei, za jaką walczyła. Za to należy się nasza pamięć.
Nie mam pojęcia, ilu Kaszubów służyło wbrew własnej woli w Wehrmachcie i ilu zginęło nie za swoją ojczyznę, ale choćby niewielu (a myślę, że było ich tysiące), to warto, by o nich też pamiętać. Jednak organizator tego patriotycznego ogródka w swojej dochodowej reklamie nie o wszystkich ofiarach pamiętać chce. Być może boi się, że ta pamięć popsułaby ruch w interesie, tak jak dziadek Tuskowi wybory. Może przeoczyłem, ale na historię tych dziesięciu zabitych w szymbarskim lesie też się jakoś w tej jarmarcznej zadymie nie natknąłem.

kolejka-w-szymbarku.jpg

          Dziwi mnie, że nikt głośno nie protestuje przeciw takim pomysłom. Obawiam się za to, że nazwa tego przybytku nie jest przypadkowa. Ciekawe, czy do tego interesu i reklamy firmy budującej domy z drewna nie dopłaca jakiś urząd? Oby nie, bo to dopiero byłby cyrk.
          Pojechaliśmy z Asią do Szymbarku dzisiaj w południe. Interes, czyli ogrodzony plac reklamowy firmy od domów, nazywa się Centrum Edukacji i Promocji Regionu. Stały przed nim setki samochodów i trzy autokary, a na placu, na który można wejść po zapłaceniu ośmiu złotych, między tymi wszystkimi dziwami spacerował dobry tysiąc luda. Brakowało tylko koncertu Dody (amfiteatr już jest), odgłosu wystrzałów podczas egzekucji i krzyku ofiar, dobiegającego z głośników, a wszystko byłoby do reszty postawione na głowie?NOWSZE WPISYSTARSZE WPISY
KOMENTARZE: 2

Grzegorz Marchowski

2008-10-05 23:51:11
Niestety masz rację.
Dobrze, że o tym piszesz, może troszkę wyprostujesz świat. Daj ci Panie Boże.
Grzegorz

waldek

2008-10-06 00:05:39
do Grzegorza
Ja pewnie niczego nie wyprostuję, ale próbować warto. Może ktoś inny nim zabierze się do roboty pomyśli nie tylko o miedziakach.

Dodaj odpowiedĽ:

Podpis (wymagane)
E-mail (nie zostanie upubliczniony)
Strona internetowa
Zmień obrazek
Kod z obrazka (wymagane)